Gdy usłyszeliśmy pytanie: “Czy zgadzacie się na przyjazd do Norwegii, by zrealizować nasz plener poślubny?”, oszaleliśmy z radości. Pewnie jak większość fotografów ślubnych mamy takie marzenie, by życie zawodowe połączyć z podróżowaniem i pysznić się mianem destination wedding photographers albo elopement photographers (chyba nie doczekaliśmy się jeszcze polskich odpowiedników). Propozycja Ani i Kuby była zatem jak wyczekany prezent na Gwiazdkę i to jeszcze dobre pół roku przed Bożym Narodzeniem. Nie mogliśmy odmówić. Po ich przepięknym ślubie plenerowym w Dworze Wierzenica apetyty zaostrzyły nam się na tyle, że zaczęliśmy odliczać dni do wyjazdu. Plener ślubny w Norwegii okazał się fantastyczną przygodą – od podróży promem, przez nocowanie w uroczym drewnianym domku, aż po sesję, która zakończyła się… tuż przed północą (bo tak długo jest tam jasno).

Po plenerze poślubnym na zwiedzanie nie zostało nam już zbyt wiele czasu, bo w kraju czekały na nas kolejne ślubne pary, ale zdążyliśmy jeszcze spędzić jeden dzień w Oslo i zaliczyć krótką kąpiel w fiordzie. Za Freię (słynną norweską czekoladę) i magnesy na lodówkę z misiem polarnym podziękowaliśmy, ale poza kartami pękającymi w szwach od setek, a tam setek – tysięcy! ujęć, do Polski przywieźliśmy jeszcze kilka kostek Brunosta.

Zostawiamy Was z zapisem tego pięknego i jak na Norwegię bardzo ciepłego dnia. Nie mogliśmy się zdecydować, które zdjęcia odrzucić,
a które zostawić, bo chyba do każdego z nich czujemy sentyment. Niczym do pocztówek z wakacji. Mamy zatem nadzieję, że nie zabraknie Wam cierpliwości, bo jest co oglądać.

A jeśli i Wam chodzi po głowie pomysł, by zorganizować sesję poślubną za granicą, to powiedzcie tylko gdzie, a my zaczniemy pakować walizki…

play_circle_filled
pause_circle_filled
Damien Jurado - Silver Joy
volume_down
volume_up
volume_off