Cały dzień zanosiło się na deszcz. Taki to już przywilej sesji plenerowych. W razie czego w bagażniku w pogotowiu czekały dwa przezroczyste parasole. Spotkaliśmy się na dzielni (pozdrawiamy wszystkich Jeżycjan!) i zaczęliśmy od lodów. Bo każda okazja jest dobra, by wybrać się na lody. Szybko okazało się, że znowu mieliśmy szczęście, bo Marta i Piotr są bardzo naturalni i jeszcze bardziej sympatyczni. I ciągle sypią żartami. Przez całą sesję czuliśmy, że dobrze się z nami bawią i mają frajdę z tego, że w tak nietypowy sposób spędzają razem popołudnie.

Po ośmiu gałkach lodów (bo cztery to przecież za mało) wsiedliśmy do samochodów, żeby stare kamienice zamienić na łąkę. Wyjeżdżamy z miasta, a tu deszcz… Trochę się tym denerwujemy,  zupełnie niepotrzebnie. Zostaje nam to zrekompensowane. I to z nawiązką. Tak pięknego zachodu słońca chyba jeszcze nie widzieliśmy! Na kilka minut cały świat otulił niesamowitym szkarłatnym płaszczem. Nie jest łatwo robić zdjęcia, gdy człowiek z zachwytu traci poczucie miejsca i czasu. Ale my potrafimy już podziwiać zjawiska atmosferyczne przez wizjery w aparacie. Efekty sesji narzeczeńskiej Marty i Piotra są takie, że uwielbiamy wracać do tych ujęć.

Kolejna para przekonała się, że zdjęcia zaręczynowe to świetna inwestycja, bo potem już wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi i zaczyna się rozumieć, że naprawdę nie ma się czego bać.

play_circle_filled
pause_circle_filled
Dusty Springfield - The Look of Love
volume_down
volume_up
volume_off