Sesja zakochanych nad jeziorem Poznań
Już wiele razy przekonaliśmy się, że kto ma trafić przed nasze obiektywy, ten prędzej czy później znajdzie do nas drogę. Jakiś czas temu jedna z naszych obserwatorek i przyszła PM napisała do nas, że print screena naszego posta na Instagramie przechowywała w telefonie kilkanaście miesięcy!!! No szok! Przyznajemy, gdy czytamy takie wiadomości, dzień od razu staje się lepszy, a liczne godziny spędzane przed ekranami komputerów – nieco znośniejsze.
Sprawdziliśmy, że z Weroniką i Mateuszem odnaleźliśmy się w czeluściach internetu niemal rok temu. Na początku mieliśmy się umówić na kameralną sesję lifestyle w Poznaniu, ale nie udało nam się zgrać terminami. Potem – jak to w życiu bywa – temat rozpłynął się w morzu bieżących spraw, ale w duchu liczyliśmy na to, że może kiedyś uda nam się razem podziałać.
Sesja nad jeziorem długo chodziła nam po głowie. W sumie to ciągle nam się marzy taki nietypowy plener poślubny w Poznaniu, gdzie w roli zmoczonych modeli wystąpiłaby prawdziwa para młoda, ale póki co nie udało nam się przekonać do tego pomysłu jeszcze żadnej panny młodej (kto się pisze?). Wery i Mateusza nie trzeba było długo namawiać na sesję w jeziorze, więc padło hasło: robimy to!
O zaletach sesji narzeczeńskich piszemy dość regularnie, między innymi na naszych profilach na social mediach, gdzie na bieżąco chwalimy się efektami naszej pracy, więc ten temat pominiemy, ale korzystając z okazji jeszcze raz podkreślimy, że sesja narzeczeńska nie musi być sztampowa i nudna. Z pomocą profesjonalnego fotografa ślubnego możecie na nią znaleźć swój sposób. Jeśli prawdziwe z Was mieszczuchy, zdecydujcie się na sesję pary w Poznaniu lub innym ciekawym mieście (Warszawa? Londyn? Paryż?). Macie ulubioną knajpkę? Może właśnie tam się zaręczyliście? No to proponujemy sesję zaręczynową w kawiarni (jej dodatkowym plusem jest to, że można ją zrealizować nawet późną jesienią czy zimą). Miejskie klimaty to nie Wasza bajka? No to może sesja narzeczeńska w plenerze, choćby w parku? Taka sesja to świetna sprawa i dobry start przed reportażem ślubnym.
Czasem się śmiejemy, że ten zawód pozwala nam łączyć co najmniej kilka profesji. Bo owszem, główną rolę odgrywa fotografia ślubna, ale oprócz tego – by zrealizować fajną sesję – musimy mieć w sobie dużo empatii, wyrozumiałości, cierpliwości i otwartości na drugiego człowieka, być takimi trochę quasi-psychologami lub coachami i wiedzieć, co zrobić, by zyskać sympatię nawet najbardziej nieśmiałych i skrytych modeli, i to w krótkim czasie. Mamy nadzieję, że dzięki temu konsekwentnie budujemy wizerunek fotografów ślubnych, których da się lubić (haha).
Mamy świadomość, że każda para jest nieco inna i na każdą trzeba znaleźć jakiś sposób. Jedne przed obiektywem czują się jak ryba w wodzie i od pierwszych minut narzucają tempo i dynamikę sesji. A są również i takie, które na widok aparatu natychmiast sztywnieją i potrzeba od kilku do kilkunastu minut, a czasem i więcej, żeby je oswoić z naszą obecnością i udowodnić, że naprawdę nie zamierzamy wyrządzić nikomu krzywdy. I wiecie co? Obie postawy są jak najbardziej ok. Nawet ci, którzy – gdyby tylko było to możliwe – mogliby zrobić doktorat z trzaskania selfie, nie zawsze czują się pewnie przed profesjonalnym aparatem – może dlatego, że wtedy kontrolę przejmuje ktoś inny? Poczucie skrępowania i niepewności jest w pełni zrozumiałe, bo na ogół z fotografem mamy do czynienia wyłącznie na komuniach, balach maturalnych czy ślubach znajomych. I tutaj pojawia się ważna przestrzeń dla takich jak my, bo to naszym zadaniem jest zdobyć Wasze zaufanie. Bez zaufania nie ma przecież mowy o naturalnej fotografii ślubnej i ujęciach, które wydają się złapane znienacka (i czasem właśnie tak jest).
Uwierzcie nam, jako osoby z natury introwertyczne i poza pracą unikające tłumów i hałasu, my również potrzebujemy nieco czasu, gdy stajemy po drugiej stronie (dlatego obiecaliśmy sobie, że będziemy to robić częściej). Gdy już jednak uda nam się znaleźć chwilę na nasze zdjęcia, jesteśmy sobie za to wdzięczni i mamy mnóstwo frajdy, gdy po kilku lub kilkunastu miesiącach trafiamy na te foty. Fotografie są ważnym nośnikiem historii, nie tylko tej związkowej, ale choćby i rodzinnej. Pokazują, jacy byliśmy i pozwalają nam przenosić się do momentów, które są już tylko wspomnieniami. Może właśnie dlatego tak bardzo kochamy tę pracę?
Nie bójcie się zdjęć. Choć raz na parę lat (choć super byłoby robić sobie wspólne zdjęcia co roku – na pamiątkę i dla zabawy) zamówcie profesjonalną sesję u fotografa – w zależności od tego, na jakim etapie życia jesteście i czego potrzebujecie, to może być sesja portretowa, sesja zakochanych, sesja brzuszkowa czy sesja rodzinna. Nie pożałujecie. A piękne zdjęcia z każdym kolejnym rokiem będą tylko zyskiwać na wartości.
Ale wróćmy do wakacyjnej sesji zdjęciowej Weroniki i Mateusza. Naszym zdaniem jest tu wszystko to, co powinno: bliskość, chemia, szaleństwo we dwoje. I o to właśnie chodzi w sesjach par! Jeśli Wasze serca zabiją szybciej na widok tych ujęć i zamarzycie o czymś podobnym (i pamiętajcie, że to wcale nie musi być sesja nad jeziorem), to szybciutko piszcie, bo sezon mocno przyśpiesza, a wolnych terminów coraz mniej!